Bourjois Rose d’Or vs Nars Orgasm

 

Bourjois Rose d’Or vs Nars Orgasm

Hejo!

Dzisiaj mam dla Was bitwę dwóch kultowych różów do twarzy. Bourjois Rose d’Or vs Nars Orgasm.

Przeczytałam mnóstwo recenzji porównawczych tych dwóch produktów, a także różne zestawienia różów licznych marek, które z powodzeniem mogą zastąpić osławiony kosmetyk Nars’a,a są sporo tańsze. Z tym że wiecie, jak to jest… i tak korciło mnie, żeby samej sprawdzić, co takiego szczególnego jest w tym Orgasmie ( 😉 ), że blogerki urodowe oszalały na jego punkcie. Zwłaszcza, że marka Nars niedawno zagościła na polskim rynku. Póki co jest dostępna wyłącznie w Sephorze, która to zrobiła naprawdę duże halo wokół wprowadzenia Nars’a do swojej oferty. Zatem pomyślałam, że może warto przyjrzeć się tym kosmetykom bliżej.

nars bourjois

Początkowo sceptycznie uważałam, że w dużej mierze za kultowością Orgasmu przeważa marketing. W dodatku napatoczyła mi się promocja na róż Bourjois, więc kupiłam odcień Rose d’Or, zadowolona, że piękny efekt rumieńca otrzymałam za 30 zł, a nie 149 zł 😉

A tu nagle niespodzianka i w moje ręce wpadła miniatura Orgasm’u, więc aż żal nie zrobić zestawienia tych dwóch produktów.

nars bourjois

Zacznę od Bourjois Rose d’Or.

Kiedyś pewna pani w jednej z perfumerii powiedziała mi, że róże Bourjois to praktycznie to samo co róże od Chanel. Oba produkty do 2014 roku miały tę samą fabrykę oraz tego samego właściciela – rodzinę Wertheimerów. To dość ciekawa historia.

Coco uznała, że połowa lat 20tych ubiegłego wieku to świetny moment na rozsławienie jej perfum Chanel No.5., które były wówczas ekskluzywnym produktem dostępnym jedynie w jej francuskim butiku.  Pierre Wertheimer, będący wtedy właścicielem największej marki kosmetycznej we Francji, czyli właśnie Bourjois i mający znajomości na amerykańskim rynku, wydał jej się doskonałym partnerem do współpracy. Wraz z Theophilem Baderem, właścicielem słynnego domu handlowego Galeries Lafayette, założyli osobny biznes „Parfums Chanel”, w którym to 70% udziałów przypadło Wertheimerowi (produkcja), 20% Baderowi (dystrybucja i marketing) i 10% Coco (za sygnowanie swoim nazwiskiem marki). Dodatkowo, Chanel miała nie mieć żadnej decyzyjności w kwestii prowadzenia biznesu przez obu panów, czego żałowała do końca życia, bo przedsięwzięcie okazało się dużym sukcesem.

Tyle tytułem przydługiego wstępu 🙂 W każdym razie ta historia przekonuje mnie o dobrej jakości różów Bourjois.

Jaki jest Rose d’Or?

bourjois Rose d'or

Jest to klasyczny, chłodny róż z lekką poświatą złotych drobinek. Nie ma w nim nuty brzoskwini, ale delikatna tafla z drobinek powoduje, że róż ze złotem wpada pod światło w nieco cieplejszy odcień, niż wydaje się być w opakowaniu. Myślę, że to dość uniwersalny róż, pasujący i blondynkom, i brunetkom, chociaż wydaje mi się, że na jasnej karnacji będzie się prezentował lepiej. Jak to w przypadku wypiekanych kosmetyków, mamy ogromną wydajność i łatwość nakładania. Niektórzy narzekają, że na tego typu produktach tworzy się z czasem skorupka, która uniemożliwia nałożenie kosmetyku na pędzel. To normalne, że wierzchnia warstwa się utlenia. Rzeczywiście, zdarzyło mi się to w poprzednim różu Bourjois , ale wystarczy lekko ją zeskrobać i po krzyku. Taką samą sytuację widziałam w meteorytach Guerlain i tam to dopiero jest sporo zachodu z usuwaniem tej warstewki 😉 Swój egzemplarz różu mam już pół roku i póki co trzyma się jak nówka sztuka.

Konsystencja jest sucha i zawsze nakładam go pędzelkiem dołączonym do opakowania, który jest z naturalnego włosia i dobrze zbiera kosmetyk. Jedna warstwa daje bardzo subtelny odcień, a dwie już widoczny rumieniec. Nie da się ukryć, że te złote drobinki „robią robotę”. Są tak subtelne, że tworzą naprawdę delikatną taflę, ledwo zauważalną przy padającym na kości policzkowe świetle. Żadnego brokatowania. W cieniu widoczny jest jedynie odcień różu.

rose do'r

z użyciem lampy błyskowej

Dodatkowym atutem różu Bourjois jest opakowanie. Malutkie puzdereczko z lusterkiem (o pędzelku już wspomniałam) – urocze i praktyczne. Lubię też zapach tego różu. Moja mama również go używała, więc kojarzy mi się z podglądaniem, jak się maluje, a potem z podbieraniem jej różu 😉 Trochę dzieciństwa i trochę dorastania. Cena to ok. 36 zł w drogeriach za 2,5 g.

nars orgasm bourjois rose d'or

A jaki jest Orgasm?

Na pewno nie taki kultowy jak Bourjois, bo dużo młodszy. Marka powstała w 1994 roku.

Producent opisuje go jako uniwersalny róż do absolutnie każdego typu cery. Ma pasować blondynkom, brunetkom, Europejkom, Amerykankom, niezależnie od koloru skóry.

nars orgasm

Odcień, wydawałoby się na pierwszy rzut oka, jest praktycznie identyczny jak Rose d’Or. Klasyczny róż przeplatany drobinkami złota. Na skórze daje jednak bardziej brzoskwiniowy efekt. Drobinki również są subtelne, tworzą taflę, ale mamy ich więcej niż u Bourjois i rozświetlenie przez to jest zdecydowanie bardziej widoczne.
Konsystencja z pewnością nie jest tak sucha, jak w przypadku różu wypiekanego, dzięki czemu zdecydowanie łatwiej nabrać kosmetyk na pędzel oraz równomiernie rozprowadzić po policzkach. Nie da się nim zrobić krzywdy, efekt rumieńca jest delikatny i trzeba przyznać, że wygląda na skórze bardzo ładnie. Wydaje mi się, że może mieć gorszą wydajność, niż Rose d’Or.

Uważam, że to kosmetyk naprawdę wart uwagi, bo muszę zgodzić się z producentem, że odcień będzie odpowiadał każdej z nas. Wyjątkowo przypadł mi do gustu i chyba nawet lepiej czuję się w takiej lekkiej brzoskwince (choć nadal różowej) niż w klasycznym, typowym, chłodnym różu. Twarz wygląda zdrowiej i wciąż bardzo naturalnie. Oj, udał się ten Orgasm Narsowi:) Zauważyłam, że częściej po niego sięgam, niż po Bourjois. Szybciej też mi się go nakłada i zdecydowanie to, co przemawia na jego korzyść, to trwałość. Dłużej utrzymuje się na policzkach, niż Rose d’Or. Minusem jest cena. 149 zł za 4,8 g bije po kieszeni. Na pewno starczy na długo, ale jednak w porównaniu do francuskiego konkurenta,trzeba dużo zapłacić za Narsa. Czy warto? Moim zdaniem tak. Byłabym w stanie w niego zainwestować,przekonał mnie do siebie. Kosmetyk jest bezzapachowy.

Pewnie jesteście ciekawi jak odcienie prezentują się na skórze. Poniżej porównanie:

Nars Orgasm swatch

po lewej stronie Bourjois Rose d’Or
po prawej stronie Nars Orgasm

nars orgasm swatch

po lewej stronie Bourjois Rose d’Or
po prawej stronie Nars Orgasm

bourjois rose d or

z lampą błyskową

Na zdjęciach wyraźnie widać różnicę, chociaż gołym okiem była prawie niezauważalna. Oba kosmetyki są grubo nałożone.

Nie podoba mi się w składzie Orgasmu triclosan. Osoby z trądzikiem będą zadowolone, bo składnik ten powstrzymuje rozwój bakterii, ale jest dość kontrowersyjny ze względu na swoją toksyczność.

Orgasm, jak większość kosmetyków Narsa, zapakowany jest w czarne, matowe puzdereczko z lusterkiem. Poręczne i trwałe, chociaż przyciągające każdy kurz, pyłki i uwydatniające odciski palców. Niektóre blogerki się na to skarżą. Mi się to opakowanie podoba. Szkoda, że producent nie dołączył pędzelka. Za tę cenę mógł się pofatygować;)

Trudno mi się opowiedzieć w tym porównaniu, który produkt jest lepszy. Na pewno oba są świetnej jakości. Jeśli chodzi o efekt na twarzy, co jest chyba głównym argumentem, skłaniałabym się do Orgasmu, ale przegrywa on w kategorii cena i to mocno. Dłużej trzyma się na twarzy, ale z drugiej strony zawiera triclosan.

Cóż, miałam ogromną ochotę napisać tego posta w formie bitwy, ale nie umiem się jednoznacznie opowiedzieć po jednej ze stron. Niech będzie zatem jako porównanie, a decyzję w sprawie ewentualnego zakupu zostawiam Wam:) Ja mam oba,a ich zużycie zajmie mi chyba z 6 lat łącznie:)

Please like & share:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *