Innisfree Eco Natural Green Tea BB Cream

Innisfree Eco Natural Green Tea BB Cream

Dzisiaj mam coś dla tych, którzy lubią delikatny makijaż i eko produkty z naturalnym składem. Na tapecie krem BB, prawdziwy azjatyk z krwi i kości koreańskiej marki Innisfree, której to idea opiera się na bogactwie wyspy Jeju:

innisfree jeju

Źródło/Source: http://www.innisfreeworld.com

Jak widzicie, wyspa ma do zaoferowania mnóstwo dobroci. Innisfree przemyca te składniki do swoich kosmetyków, zwracając baczną uwagę na produkcję w oparciu o jak najmniejszą szkodliwość dla przyrody. Oczywiście, nie ma mowy o testowaniu na zwierzętach, opakowania podlegają recyklingowi, a sama firma angażuje się w różne akcje na rzecz ochrony środowiska. Celem Innisfree jest bycie nr 1 w Azji wśród kosmetyków naturalnych.

Jeśli zależy Wam na porządnym składzie, wysokiej ochronie przed UV i jesteście eco-friendly, ten krem jest dla Was. Do mnie przemawia to, że nie ma filtrów przenikających, których boję się ostatnio bardziej niż diabła wcielonego 😉

innisfree eco natural green tea bb cream

Co my tu zatem mamy? Otóż Innisfree oferuje nam bebika z dodatkiem zielonej herbaty, która ma ożywić suchą i zestresowaną cerę poprzez duży zastrzyk nawilżenia. Jak się u mnie ta obietnica sprawdziła?

Kremik jest treściwy, rzekłabym nieco tłuściutki. Ma ładny, beżowy odcień, jednak jak w przypadku wszystkich kremów bb, których do tej pory używałam, nie jest to idealna kolorystyka dla mojej cery. Zamówiłam odcień nr 2, czyli ciemniejszy z oferty i jest to klasyczny jasny beż. Myślę, że wielu osobom podpasuje, bo wpada w żółte tony, a nie w róż. Dobre jest to, że po nałożeniu stapia się z cera, więc efekt wizualny nie jest najgorszy i spokojnie mogłam go ponosić.

innisfree bb cream swatch

shade no.2

Konsystencja jest gęsta, tłustawa spodziewałam się, że będzie dużo lżejszy. Nie żałowali tlenku cynku jako filtra. Mam jednak wrażenie, że właśnie przez te naturalne filtry pigment zbiera się w załamaniach i w porach, z którymi nie mam na co dzień żadnego problemu. Nie są rozszerzone, ani widoczne. W dużym skrócie – bez niego moja cera wygląda lepiej 🙂

Krycie jest bardzo delikatne. Osoby z widocznymi przebarwieniami, rozszerzonymi naczynkami lub trądzikiem nie będą zadowolone, bo bebik bardzo niewiele ukryje. Wyrówna jedynie lekko koloryt cery i nada jej charakterystyczny połysk. Dodam tylko, że nie jest to typowy dla azjatyckich kremów BB dewy look, a raczej wygląd przetłuszczonej nieco skóry.

innisfree eco natural green tea bb cream swatch

shade no.2

Mam też wrażenie, że jest lepki. Tworzy taką okluzyjną warstwę na twarzy, a że zależało mi na używaniu go latem, to błyszczałam się przez to jak żarówa. Nie polecam się w nim spocić ;), o co w ciepłe dni nietrudno.
Właściwości pielęgnacyjne są nienajgorsze, ale trudno mi właściwie je ocenić, bo zawsze nakładam bebiki na krem do twarzy. Na pewno nie uczulił i nie zapchał. Zwiększonego nawilżenia cery nie zauważyłam.

Plusem jest dobra ochrona przed UV i spokojnie mogę go polecić jako filtr.

Irytuje mnie niestety zapach. Jest ziołowy i dosyć mocny, nie ulatnia się szybko, długo go czułam na twarzy.

Dużym plusem jest opakowanie w postaci porządnej, miękkiej tubki z cienką końcówką pozwalającą precyzyjnie wydobyć taką ilość produktu, jaką potrzebujemy. Można go zabrać w podróż i do torebki, na pewno nic się nie wyleje.

innisfree bb cream

Opakowanie mieści 40 ml, więc aż 10 ml więcej niż standardowe podkłady, ale do tego koreańskie kosmetyki już mnie przyzwyczaiły 🙂 Krem kupiłam na ebayu za około 60 zł.

Podsumowując, cenię sobie Innisfree, ale bebik mi nie podpasował. Myślę, że będzie dobry dla osób z bardzo suchą, ale nieproblematyczną cerą.

innisfree bb cream swatch

 

 

 

 

 

Please like & share:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *