Lush Mask of Magnaminty Self Preserving

Lush Mask of Magnaminty Self Preserving

Dzisiaj będzie bardzo przyjemny dla mnie post, bo dotyczy jednego z moich ulubionych kosmetyków – Mask of Magnaminty marki Lush. Po raz pierwszy otrzymałam go od mojego Ziomka Ivy i była to miłość od pierwszego wejrzenia, powąchania i użycia. Tak zostało do dziś, że jak Ziomek gdzieś wyjeżdża i ma okazję kupić dla mnie Mask of Magnaminty, to jestem najszczęśliwsza na świecie (w Polsce nie ma jeszcze sklepu Lush). Sama przeszłam ostatnio pół Barcelony w poszukiwaniu tej maski, ale jak niektórzy wiedzą, skończyło się na Love Lettuce, która również skradła moje serce. Opisywany dziś egzemplarz pochodzi z Rzymu i jest wersją super eko (self preserving), ponieważ nie zawiera konserwantów.

Mask of Magnaminty Self PreservingW skrócie o Lush – marka ma swoją siedzibę w Wielkiej Brytanii, ale sklepy są oczywiście dostępne na całym świecie. Zarówno stacjonarnie, jak i online. Ich domeną jest produkcja zgodna z wszelkimi zasadami ekologii: począwszy od pozyskiwania odpowiednich składników do produktów, poprzez nietestowanie ich na zwierzętach, skończywszy na eko opakowaniach. Kosmetyki są robione ręcznie, zawsze świeże, z krótką datą ważności. Odpowiednie także dla wegan. Sklepy stacjonarne to magiczny, inny świat. Piękny zapach, kolorowe wnętrze, mnóstwo testerów i chętna do pomocy obsługa. Co najważniejsze, produkty bronią się same. W mojej opinii, jeśli raz wypróbujecie coś z Lush, już nie przejdziecie obok tych kosmetyków obojętnie. Po więcej szczegółów odsyłam do ich strony: https://www.lush.com/

Wracając do mojej ulubienicy, czyli Mask of Magnaminty. W tej chwili mamy dostępne 2 wersje:
1) z parabenem w składzie
2) bez parabenu w składzie
Poza tym szczegółem, reszta inci jest bardzo podobna.

Myślę, że wersja bez konserwantu została stworzona, ponieważ marce zarzucono, że nie wypada im używać metylparabenu, skoro ideą jest produkcja ekologicznych kosmetyków. Dobrze natomiast, że nie wycofali starej wersji, bo ma ona nieco inne działanie. Podobne, ale mocniejsze. I dłuższą datę ważności od wersji paraben free. Jej konsystencja jest gęstsza, a działanie bardziej wysuszające. Jeżeli pozostawimy ją dłużej na twarzy niż 15 min., zasycha, tworząc skorupkę.

Dzisiaj oceniam jednak Mask of Magnaminty Self Preserving, czyli młodszą siostrę Mask of Magnaminty.

mask of magnaminty Przygotował ją dla mnie Toni (dziękuję 🙂 ). Uwielbiam te naklejki z podobizną osób odpowiedzialnych za powstanie mojego produktu. Nie wiem, na ile to prawda, a na ile chwyt marketingowy, ale zagranie jest bezbłędne. Od razu wyobrażam sobie, jak Toni w pocie czoła dobiera składniki i wyrabia z największym skupieniem odpowiednią masę. Najlepiej by było, jakby ją jeszcze osobiście umieszczał do pojemniczka 🙂

A propos pojemniczka, ma charakterystyczny dla Lush gruby plastik, który oczywiście nadaje się do recyklingu. Jeśli zużyje się 5 produktów, można przyjść z pustymi opakowaniami i otrzyma się pełnowymiarowy produkt gratis. Na podobiźnie Toniego widnieje data ważności. Dla tej maseczki to 4 miesiące. Spokojnie ją w tym czasie zużyłam. Sprawdziłam dwukrotnie (na innych kosmetykach), czy rzeczywiście produkt nie nadaje się do użycia w późniejszym terminie. Nadaje się jeszcze w miarę przez jakieś 2-3 tygodnie po tej dacie. Następnie widać gołym okiem, że traci właściwości i świeżość. Także lepiej w tym przypadku słuchać się Lush’a i zużyć maseczkę, jak radzi Toni 😉

lush mask of magnaminty self preservingW środku mamy samo dobro o przyjemnej, całkiem gęstej konsystencji. Bardzo wyraźnie czuć miętę pieprzową, która wraz z glinką oczyszcza pory i zarazem odświeża skórę. Miód regeneruje, wanilia redukuje zaczerwienienia, a dodatek fasoli azuki dokładnie złuszcza martwy naskórek.

mask of magnaminty swatch

mask of magnaminty inciUżywam Mask of Magnaminty głównie na twarz. Nakładam ją najgrubiej w okolicy strefy T, policzki otrzymują jedynie delikatną warstwę, ale ona w zupełności im wystarczy. Następnie relaksuję się przez 15 min, czekam aż wszystkie składniki zadziałają, robię peeling wspomnianej strefy T (rozdrobnione ziarna fasoli azuki są całkiem mocnym ścieraczem, więc uwaga, aby nie trzeć za bardzo) i spłukuję maseczkę. W efekcie mam dokładnie oczyszczona z sebum i zanieczyszczeń twarz, ukojoną cerę i uczucie świeżości, które uwielbiam 🙂 

Mask of Magnaminty Self Preserving na pewno nie usunie wszystkich zaskórników, nie spowoduje też, że nagle przestaną się pojawiać, więc nie ma co oczekiwać od niej cudów. Jest to jednak świetne uzupełnienie codziennej pielęgnacji skóry tłustej i/lub mieszanej. Stosowana regularnie uspokaja cerę, koi ją, działa świetnie jako peeling pleców i dekoltu. Wspomaga gojenie się drobnych wyprysków i zaczerwienień.

Aha, trzymam ją w lodówce, by dłużej pozostała świeża. Poza tym, efekt chłodu dodatkowo wspomaga uczucie świeżości, jakie daje mięta pieprzowa. A latem to już w ogóle mamy dzięki temu prawdziwe wow:)

mask of magnaminty not tested on animalsOsobiście uważam, że jest to świetny produkt, szkoda, że jeszcze niedostępny w Polsce, ale absolutnie wart wypróbowania. Na mojej liście pielęgnacyjnej (która wcale nie jet długa) to must have.

Please like & share:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *