Ministerstwo Dobrego Mydła Masło Shea

Ministerstwo Dobrego Mydła Masło Shea

W czasie ciąży zwracałam baczną uwagę na składy kosmetyków i chętnie sięgałam po eko produkty. A że sama natura ponoć najlepsza, postanowiłam wypróbować do smarowania ciała masło shea, głównie z myślą o rosnącym brzuszku. Wybrałam produkt naszej rodzimej marki – Ministerstwa Dobrego Mydła, bo lubię wspierać naszych i mocno kibicuję dziewczynom w ich biznesie.

Ministerstwo Dobrego Mydła Masło Shea

Masełko jest nierafinowane, organiczne. Jego inna nazwa to masło Karite.

Kosmetyk ma mnóstwo zastosowań:

  • przede wszystkim natłuszcza skórę
  • zmiękcza, uelastycznia
  • działa przeciwzapalnie, łagodzi podrażnienia
  • tworzy naturalny filtr UV (SPF ok. 5)
  • nawilża
  • wspomaga procesy gojenia
  • zapobiega rozstępom
  • polecany w pielęgnacji noworodków
  • łagodzi efekty poparzeń słonecznych

Czyli w moim mniemaniu istne combo – produkt praktycznie do wszystkiego. Klasyk jeśli chodzi o spierzchnięte usta, suche łokcie, kolana i stopy.

Ma kremowy kolor, zbitą konsystencję i przyjemny, lekko orzechowy zapach.

masło shea konsystencja

Najlepiej ogrzać masełko w dłoni, aby trochę je rozpuścić przed nałożeniem. Aplikacja kosmetyku będzie wtedy łatwiejsza. Przyznaję, że czasem wydłubywałam sobie kawałek i smarowałam się nim. Pod wpływem ciepła ciała masło topniało i dobrze się rozprowadzało, choć zajmowało to chwilę. No ale w końcu produkt 100% eko, więc nie będę narzekać.

masło shea ministerstwo dobrego mydła

Smarowałam nim dzielnie brzuch, ale jestem zbyt niecierpliwa na tego typu konsystencję. Zanim ją porządnie rozsmarowałam, minęło kilka minut. Następnie kilka(naście) kolejnych masło się wchłaniało. W grę wchodziła jedynie wieczorna pielęgnacja, bo w przeciwnym razie miałabym wrażenie przyklejonego ubrania do ciała. Nie zauważyłam odżywienia skóry, jedynie natłuszczenie.

Dzielnie smarowałam również spierzchnięte usta, szczególnie w okresie jesienno – zimowym i w tym przypadku także produkt się nie spisał. Pozostawia warstwę ochronną, ale nie odżywia i nie nawilża nawet w najmniejszym stopniu. Wręcz miałam wrażenie większego wysuszenia. Masło jest dobre jako ochrona podczas mroźnego dnia, tworzy barierę na ustach przed ostrym powietrzem, jednak same wargi pozostawiło suche jak wiór.

Stosowałam je również jako maska do dłoni i stóp i w tym przypadku spisało się najlepiej, choć w porównaniu z kremami do rąk nie ma się czym zachwycać. Zmiękczyło  je trochę, ale nadal to raczej natłuszczenie niż odżywienie. Po umyciu skóra nie była bardziej elastyczna.

I na koniec twarz. Na niej również przetestowałam to w czystej postaci organiczne masło shea. Dla mnie jest za ciężkie. Nie miałam zamiaru stosować go jako kosmetyk do codziennej pielęgnacji na noc, bardziej jako maska nakładana raz, może dwa razy w tygodniu. No cóż, nie ma to dla mnie sensu. Za to przez pierwszy miesiąc spacerów mojego malusieńkiego dziecka zimą nakładałam to masełko zamiast kremu na delikatną buzię dzidziusia i w tym przypadku spisało się świetnie. Nie uczuliło, nie podrażniło, ochroniło przed zimnem i wiatrem.

shea butter

Myślę, że dla fanów ekoproduktów masło shea to klasyk, który rzeczywiście ma mnóstwo zastosowań, jednak w mojej ocenie, jest wiele innych produktów, które działają lepiej. Nie kupię go ponownie, ale cieszę się, że mogłam je przetestować i wyrobić sobie o nim opinię. Natomiast Ministerstwo Dobrego Mydła lubię, szanuję i na pewno nie raz jeszcze zostawię u nich ciężko zarobione złotówki 🙂

Please like & share:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *