Skin 79 super + beblesh balm purple

Skin 79 super + beblesh balm purple

Nie mam zbyt dużego doświadczenia w kremach BB, chociaż azjatycką pielęgnacją interesuję się od dawna. Z jednej strony podoba mi się idea, że taki krem to all inclusive na twarz – pielęgnacja + makijaż. Nakładam, jest super, wychodzę, oszczędzając dzięki temu czas spędzony przed lustrem. Z drugiej strony nie do końca przekonuje mnie to, że jeden kosmetyk utrzyma moją skórę w ryzach zarówno jeśli chodzi o jej nawilżenie i natłuszczenie oraz skromny (ale jednak) makijaż. W dodatku przez cały dzień (ho ho). Musiałam to sprawdzić. Sięgnęłam po chyba najbardziej popularną, wychwalaną, wręcz kultową w przypadku kremów BB koreańską markę Skin79. Padło na fioletowy walec, który jako jedyny z oferty przypasował mi pod względem kolorystycznym, a tym się głównie kierowałam przy wyborze. Opcja ta dodatkowo pełni funkcję rozjaśniającą i nawilżającą, także idealnie się składa 🙂

skin 79 super + beblesh balm purple

 

Zacznę od opakowania, bo jest bardzo poręczne. Podoba mi się pompka, dzięki której wydobywanie kosmetyku jest higieniczne. Najbardziej jednak ujęła mnie możliwość rozłożenia opakowania, a co za tym idzie, wydobycia produktu do samego końca. Niejednokrotnie męczyłam się z wydłubywaniem różnych kremów czy podkładów z pompką, a i tak zawsze sporo produktu zostawało. Tutaj mam ten problem z głowy.

skin 79 bb walec

skin79 bb purple opakowanie

Kolor, ajć, ten kolor. Nie jest mi łatwo znaleźć klasyczny beż w podkładach, a co dopiero w kremach BB. Fioletowy walec od Skin 79 jest prawie idealny. Jedynie ciut zbyt różowy, nie ma w nim żółtych tonów, najbardziej przypomina beż i, co najważniejsze, nie jest ani za ciemny, ani za jasny. Dobrze dopasowuje się do karnacji, nie oksyduje, nie mam powodów, by się czepiać 🙂 Poniżej możecie zobaczyć swatche wyciśniętego oraz rozsmarowanego na dłoni produktu:

skin 79 purple bb cream swatch

w cieniu

skin 79 purple swatch

w świetle słonecznym

skin79 bb cream swatch

rozsmarowany w cieniu

 

 

 

 

 

 

 

 

rozsmarowany w świetle słonecznym

rozsmarowany w świetle słonecznym

Jak widzicie, kolorek rzeczywiście jest troszkę zbyt różowy, jednak po nałożeniu na twarz różnica w odcieniu mojej skóry i kremu bb jest niewielka. Dobrze stapia się z cerą, nie odznacza się.

Działanie kremu jest świetne. Stosowałam go na dwa sposoby:

  • solo po nałożeniu na umytą i osuszoną skórę
  • na krem pielęgnacyjny

Słuchajcie, ku mojemu zaskoczeniu ten kosmetyk sprawdził się świetnie jako opcja all inclusive. Świetnie się rozprowadza na suchej skórze, jak moja. Całkiem nieźle nawilża, wcale nie miałam uczucia ściągnięcia skóry, nawet pod koniec dnia, czyli po około 9 godzinach od nałożenia. Według producenta, fioletowy walec zawiera ceramidy i kwas hialuronowy, które mają za zadanie intensywnie nawilżyć cerę i , uwierzcie mi, tak właśnie jest. Kryje dobrze, w moim odczuciu jak podkład. Może nie jest to Double Wear, ale zakryje sporo, zarówno naczynka jak i przebarwienia, czy drobne niedoskonałości. Bałam się bardzo nakładać go bezpośrednio na skórę, bez żadnego kremu, jednak ani nie uczulił, ani nie podrażnił i, uwaga, nie wysuszył. Szok. Prezentuje się naturalnie. Ostatnio używam głównie mineralnych sypańców, trochę odzwyczaiłam się od płynnych podkładów, więc początkowo czułam się w nim dość ciężko, jednak efekt, jaki daje to promienna, wypoczęta cera. Bardzo mi się to podoba. Nie podkreślił suchych skórek, chociaż nie za bardzo miał co, ponieważ robię regularnie peeling. Myślę, że nie jest to w tej kwestii cudotwórca i jeśli ktoś ma przesuszoną skórę, to krem bb to uwydatni.

Nałożony na krem również prezentuje się dobrze. Na pewno skóra jest bardziej „dewy”. Szybciej wydziela się sebum, więc fanki efektu glow (ale nie tłustej skóry!) będą zadowolone. Jeszcze lepiej rozprowadza się na buzi, ale efekt końcowy jest podobny jak przy nałożeniu bezpośrednio na skórę. Co ważne, krem nie zapchał mnie ani kładziony solo, ani w opcji na krem. Pomimo długiego składu i licznych silikonów moja cera reaguje na niego nadzwyczaj dobrze. Ściera się równomiernie, jednak przez nie do końca idealnie dobrany kolor, końcówka dnia nie wygląda już zbyt estetycznie na twarzy. Z pewnością gdyby odcień był dla mnie lepiej dopasowany, nie marudziłabym w tej kwestii. Fajnie współpracuje z pudrem, który zdecydowanie przedłuża ładny efekt na buzi. Robi się taki babyface, serio. Musi to być jednak bardzo miałki, delikatny puder (ja używam Diorskin Nude Luminous Rose Powder). Minusem jest to, że łatwo go zetrzeć. Potrzecie twarz rękawem, bluzka do prania. Bardzo tego nie lubię we wszelkiego rodzaju fluidach, więc szkoda, że nie jest trwalszy. Ku mojej uciesze nie znalazłam w składzie żadnego filtra przenikającego, jeśli jest, poprawcie mnie. BB od Skin79 dają solidną ochronę przeciwsłoneczną i wydaje mi się, że spośród wszystkich walców tylko ten nie zawiera filtrów przenikających.

skin 79 super beblesh balm purple

Trudno go zmyć, polecam demakijaż olejkiem do twarzy. Płyn micelarny również sobie radzi, jednak uważam, że olejek robi to lepiej i szybciej. Będzie bardziej ekonomiczny, mniej go zużyjemy w przeciwieństwie do wacików i micela. W drugim etapie dobrze jest dodatkowo oczyścić twarz pianką.  Ważne jest, by porządnie domyć krem bb, w przeciwnym razie skóra może zacząć się buntować.

Skin 79 super + beblesh balm purple jest świetną opcją na wyjazdy. Zastąpi nam przynajmniej 2 produkty, więc zaoszczędzimy miejsce w kosmetyczce. Polecam też wszystkim wiecznie spóźnionym i zabieganym.

Na koniec jeszcze jedna dobra wiadomość. Pojemność produktu to aż 40 g. Sporo, starczy na długo 🙂

Please like & share:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *